Design


08/11/09

O granicach designu

Autor tekstu: Soren Gauger  

East News

W popularnym ujęciu zakres designu jest ograniczony pod względem treści i, tak to ujmijmy, zakresu emocji. Dla przeciętnego Kowalskiego świat designu sprowadza się do gry znaczeń, skrótów myślowych, efektownych opakowań i wyznaczania trendów. Przyznaję, że sam nie jestem wolny od niektórych z tych uprzedzeń i zdarzało mi się lekceważąco wypowiadać o profesji designerskiej jako takiej. Tym większe więc było moje zdziwienie, gdy profesor designu z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie wspomniała mi o pracy poświęconej designowi katharsis napisanej przez jednego z jej studentów. Autor tej pracy, Jacek Smolicki, obecnie kontynuuje naukę w Akademii Sztuk Pięknych, Rzemiosła i Wzornictwa przy Uniwersytecie Konstfack w Szwecji. Był na tyle uprzejmy, że przesłał mi najnowszą wersję swojej pracy. W pierwszym odruchu sama myśl o tym, że design mógłby aspirować do interakcji z ponadczasowymi i wzniosłymi wartościami – duchowością, filozofią, wyższą sztuką – wydaje się dla współczesnego umysłu czymś niestosownym, rodzajem mezaliansu, który jedynie deprecjonuje dokonania dyscyplin mniej pragmatycznych i w mniejszym stopniu uzależnionych od kwestii stylu. U podstaw takiej reakcji leży odwieczne pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura? Czy poziom oczekiwań formułowanych wobec designu skazuje go na oddziaływanie w zawężonym zakresie, czy też to raczej wąskie pojmowanie własnych możliwości przez sam design powoduje, że jest on postrzegany jako coś płytkiego?

A jednak w swoim tekście Smolicki tworzy dyskurs obejmujący design, Samuela Becketta, miejsce modlitwy w Mekce i Konstantego Stanisławskiego, jakby to była rzecz najzwyklejsza w świecie. Jego propozycja, w skrócie, zawiera typologię strategii oczyszczenia, rytuału, egzorcyzmu i pielgrzymki oraz, na tej bazie, sformułowanie celu całego przedsięwzięcia: użycie dźwięku i teatralnego ruchu czy performance’u do „zaprojektowania” (nie sposób oprzeć się użyciu tego słowa w cudzysłowie) przestrzeni, w której może następować katharsis ofiar traumy. Zamiast skupiać się na samym projekcie, którego realizacja dopiero się rozpoczęła, postanowiłem zapytać Jacka Smolickiego o implikacje tego projektu, jako że odnoszą się one do spraw, które design podejmuje nader rzadko.

S.G.: Pana praca opiera się na cichym założeniu, że design może funkcjonować na poziomie, który normalnie zajmuje religia, filozofia i sztuka. Tymczasem powszechnie zakłada się, jak sądzę, co innego, a mianowicie że design zaczyna się i kończy na tym, co pragmatyczne, estetyczne i zasadniczo powierzchowne. Co sądzi pan o granicach tak rozumianego designu i dlaczego warto je przekraczać?

J.S.: Oczywiście wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy pojęcie „design”, gdzie wytyczymy granice obszaru, który design ma eksplorować. Niestety, design bardzo często traktowany jest jako działalność mająca zawężony zakres oddziaływania, co sprowadza jego istotę do interwencji czysto formalnej, materialnej czy stylistycznej. Dyskusja w obrębie designu często zatrzymuje się na etapie rozważań właśnie formalnych, technicznych, ergonomicznych czy też ekonomicznych. Oczywiście są one istotne. Jednak to, co mnie interesuje zdecydowanie bardziej, znajduje się na płaszczyźnie symbolicznej, niematerialnej.

Aby zatem w pełni zrozumieć  istotę i złożoność danego obiektu, co więcej, by świadomie podchodzić do procesu projektowego, zdecydowanie konieczne jest podejście interdyscyplinarne. W tym sensie niezbędne jest uzyskanie mnogiej perspektywy, umożliwiającej nie tylko zrozumienie samego problemu projektowego, ale krytyczny dystans do samej praktyki. Eksploracja innych dyscyplin, poszukiwanie w nich sieci metafor i próba zrozumienia ich „struktury gramatycznej” pozwalają na uzyskanie bardziej świadomego stanowiska, gdzie jasny staje się fakt, że design nie ogranicza się do konturów przedmiotu ani granic jego funkcjonalności, ale kształtuje procesy, doświadczenia, emocje oraz czas, tak więc wartości, które, wydawać by się mogło, rozważane winny być przez pryzmat nauk społecznych, filozofii czy teologii.

S.G.: Rytuał i katharsis przebiegają w sposób, który można określić jako organiczny i irracjonalny. Sceptyk mógłby powiedzieć, że prawdziwy język designu (nie mówiąc już o jego metodologii) nie jest w stanie poradzić sobie ze zjawiskami, które nie poddają się racjonalizacji. Jakie jest pańskie zdanie na ten temat?

J.S.: Problem polega znowu na zdefiniowaniu pojęć rytuał i katharsis. Można je oczywiście odczytać jako pojęcia wybitnie empiryczne. Rytuał przez pryzmat nauki zwanej etnologią, postrzegany jest jako racjonalne zachowanie związane z rozwojem gatunkowym czy osobniczym.

Ponieważ interesuje mnie teoria rytuału, jego znaczenie, staram się analizować i badać jako zjawisko kulturowe zachodzące na przenikających się płaszczyznach biologicznej i symbolicznej. W tym sensie każdy rytuał jest swoistą hybrydą uwarunkowań środowiskowych i społecznych czy wierzeniowych, a design jako projektowanie doświadczenia ma wpływ na jego dynamikę, czas i przestrzeń. Z perspektywy ontologii można by rzec, że design jest niczym innym jak projektowaniem rytuałów, a jeśli istota człowieczeństwa realizuje się właśnie w tych uświęconych czasoprzestrzeniach, jakimi są rytuały, jawi się wręcz jako projektowanie bytów.

Jeśli zaś idzie o pojęcie katharsis, oczyszczenia w koncepcji dramatu Arystotelesa, z perspektywy designu, którą przedstawiłem powyżej, można określić mianem zaprojektowanego doświadczenia według określonej metodologii. Jeżeli za cel designu uznamy projektowanie zjawisk, czasoprzestrzeni, czy też wzmacnianie warunków doświadczenia, rytuał oczyszczenia może okazać się ciekawą przestrzenią badawczą dla tak pojętego designu. Z takiej perspektywy konfesjonał można rozpatrywać jako zaprojektowaną scenę dla doświadczenia oczyszczenia. Innym wymownym przykładem, który analizowałem, jest sceneria dla rytuału ukamienowania szatana, odbywającego się co roku podczas finału pielgrzymki muzułmanów do Mekki. Ponieważ za każdym razem dochodziło tam do tragicznych wypadków, projektant zaproponował nowe rozwiązanie. Racjonalna metodologia designu nie naruszyła mistycznego, duchowego wymiaru rytuału, a wręcz przeciwnie, wzbogaciła go. W tym sensie, metodologia designu nie może być sztywną regułą narzucaną odgórnie na każdy podejmowany problem, ale powinna rozważać szereg aspektów, wśród których znaleźć muszą się te związane z etyką czy oddziaływaniem kulturowym. Statyka metodologii, określanej często jako zbiór sztywnych i nieprzekraczalnych dla danej dyscypliny metod, winna być zastąpiona krytyczną dynamiką inspirowaną innymi dziedzinami wiedzy oraz pozwalającą na świadome, twórcze, ale odpowiedzialne jej wykorzystanie.

  • Share/Bookmark

Tagi: ,

Wydrukuj

Comments

One Response to “O granicach designu”
  1. W zdaniu: “Rytuał przez pryzmat nauki zwanej etnologią, postrzegany jest jako racjonalne zachowanie związane z rozwojem gatunkowym czy osobniczym”,
    chodzi oczywiście o ‘etiologię’, nie ‘etnologię’
    pozdrawiam

Napisz komentarz