09/11/09
Chiny importują niemiecki design
Autor tekstu: Monika Bielak
Na razie wygląda to tak: Chiny dostarczają Zachodowi tanich produktów, a Zachód dostarcza Chinom swój know-how. Zagraniczna firma otwiera swój oddział produkcyjny w Państwie Środka, przyucza do zawodu miejscową siłę roboczą i produkuje to samo co gdzie indziej, ale znacznie taniej. To typowy model robienia interesów w Chinach. Coraz częściej jednak to strona chińska jest inicjatorem importu zagranicznego know-how i jego inwestorem – ta z pozoru subtelna zmiana czyni wielką różnicę. To pierwszy krok do zbudowania własnego imperium gospodarczego.
Shunde
W marcu tego roku delegacja władz miasta Shunde w południowych Chinach odwiedziła Design Zentrum w Essen i podpisała umowę o współpracy. W Shunde i okolicy koncentruje się duża liczba producentów mebli i artykułów gospodarstwa domowego, od klimatyzatorów po kuchenki i lodówki – najbardziej znane chińskie marki. Na bazie tej współpracy Design Zentrum, jako instytucja pośrednicząca pomiędzy projektantami a firmami korzystającymi z ich usług, ma zamiar przedstawić chińskiemu przemysłowi kreatywny potencjał niemieckich projektantów. Jednocześnie władze miasta Shunde pragną skorzystać z doświadczeń Essen w spektakularnej transformacji miasta robotniczego w miasto kreatywne z gospodarką opartą na wiedzy.
Essen
Essen to miasto w Zagłębiu Rhury o tradycjach górniczo-hutniczych. Tutaj znajduje się jedna z największych kopalni na świecie – Zollwerein – która po 146 latach swojego funkcjonowania, na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, z inicjatywy władz miejskich stała się pomnikiem architektury przemysłowej, a w 2001 została wciągnięta na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Sposobem na utrzymanie tego miejsca w dobrym stanie było nadanie mu nowych funkcji do spełnienia. Sto hektarów starego kompleksu węglowego zamieniono w scenę dla różnych wydarzeń sportowych, rozrywkowych i kulturalnych przyciągających corocznie ok. 800 000 zwiedzających. W 1997 kotłownia szybu 12., przystosowana do nowej roli przez światowej sławy architekta, Normana Fostera, stała się siedzibą Design Zentrum Nordrhein Westfalen, dysponującego w nowym miejscu imponującą przestrzenią wystawową ok. 4000 mkw.
Tak zagłębie węglowe przekształciło się w zagłębie kreatywnej przedsiębiorczości.
Design Zentrum
Od 1954 r. na terenie Essen działało Haus Industrieform – stowarzyszenie promujące wzornictwo przemysłowe i organizujące coroczny konkurs na najlepsze produkty. W 1990 r. instytucja ta przekształciła się w Design Zentrum Nordrhein Westfalen. Od początku swojej działalności centrum dizajnu skutecznie zajęło się promocją niemieckiego wzornictwa w Azji, organizując objazdowe wystawy oraz zakładając swoje biura w Singapurze i Tokio. Jednocześnie, z inicjatywy prof. Petera Zeca, prezesa Design Zentrum, coroczna nagroda dla najlepszych produktów otrzymała nazwę red dot i wypłynęła na międzynarodowe wody. Nazwa pochodzi od czerwonej kropki, która znalazła się w nowym logo centrum zaprojektowanym przez Otla Aichera. Konkurs red dot ma swoje trzy odsłony: red dot product design (z tradycjami sięgającymi 1955 r.), red dot communication design (od 1993 r.) oraz wprowadzony w 2005 r. i realizowany przez biuro w Singapurze red dot design concept. Nagrodzone projekty mogą otrzymać jeden z trzech tytułów: red dot best of the best, red dot i red dot honourable mention, czyli wyróżnienie.
Red dot jest przede wszystkim sprawnym przedsięwzięciem biznesowo-promocyjnym dla nagrodzonych produktów i w efekcie dla samego siebie. Aby wziąć udział w wyścigu do tytułu red dot, należy zgłosić swoją partycypację, uiszczając opłatę rejestracyjną. Uczestnik, którego produkt otrzyma jeden z tytułów, zobowiązuje się pokryć koszty tzw. pakietu promocyjnego, czyli wystawy w muzeum red dot, prezentacji internetowej i publikacji corocznego katalogu wszystkich nagrodzonych prac. W zamian uczestniczy w nietypowym i interesującym przeglądzie dóbr konsumpcyjnych – od biżuterii do samochodów, od mebli do komputerów, od sprzętu ogrodniczego do medycznego. Im więcej uczestników i wygranych, tym bardziej ta impreza staje się dochodowa dla organizatorów, a prestiżowa i pożądana dla firm. Dla przykładu: do konkursu na produkt red dot 2009 napłynęło 3231 zgłoszeń z 49 krajów. Tytuł red dot otrzymały 683 produkty, najlepszych było 49, a wyróżnionych 194. Tradycyjnie najwięcej zgłoszeń jest ciągle z Niemiec i krajów niemieckojęzycznych, jednak dzięki działaniom promocyjnym red dot coraz skuteczniej podbija Azję. Wśród wygranych prym wiedzie Tajwan, za nim Japonia, Korea, Hongkong i Chiny (10 tytułów red dot dla produktów w 2009 r.). To właśnie w Chinach Peter Zec upatruje przyszłego inkubatora innowacji. Oprócz organizowania wystaw, jak chociażby niedawnej w Shenzen pt. „red dot meets creative Asia”, prezentującej azjatyckie produkty, które zdobyły tytuł red dot, Design Zentrum podejmuje współpracę z chińskimi instytucjami promującymi dizajn. Razem z pekińskim Centrum Dizajnu oraz z „City of Design” Creative Industrial Estate w Shenzen pragnie uświadamiać lokalnym producentom rolę dizajnu w osiąganiu innowacyjnych i konkurencyjnych rozwiązań.
Chiny ciągle kojarzą nam się z tandetnymi podróbkami markowych produktów, ale równocześnie coraz częściej się przypomina, że przecież podobnie było z produktami japońskimi 50 lat temu. Więc to tylko kwestia czasu. Chiny stają się fabryką świata, która produkuje pod dyktando innych, ale również rozwija na ogromną skalę produkcję własnych wyrobów, własnych marek, głównie na rynek wewnętrzny. Europa ze swoimi filozoficznymi dywagacjami na temat konsumpcjonizmu i odpowiedzialności za środowisko staje się coraz bardziej wymagającym rynkiem dla projektantów i producentów. Design Zentrum a wraz z nim niemieccy projektanci, których reprezentuje, chcą mieć swój udział w budowaniu „drugiej Japonii”. Może więc warto wystartować w wyścigu o chińskiego klienta? Byłoby dobrze, gdyby nasza polityka zagraniczna nie kończyła się na ciągłym układaniu stosunków z najbliższymi sąsiadami, a atrakcyjność Chin nie kojarzyła się wyłącznie z możliwością sprowadzenia tanich robotników do budowy autostrad. A Instytut Wzornictwa Przemysłowego zamiast mozolnie promować polski dizajn w Polsce i przekonywać tylko polskich producentów o wartości rynkowej wzornictwa, mógłby robić to samo, ale również poza granicami naszego kraju.
Wydrukuj



