25/10/10
Kamery
Autor tekstu: Jacek Smolicki
Jerozolima to miejsce specyficzne. Paradoks jej niezwykłości tkwi w tym, iż oprócz symbolicznego miana stolicy trzech największych religii świata, jest i jednocześnie nie jest stolicą dwóch państw – Izraela i Palestyny. Oficjalnie traktowana przez Izraelczyków jako stolica państwa Izreal – jako taka, Jerozolima nie została uznana przez kraje ONZ. Jednocześnie w świadomosci Palestyńczyków Jerozolima już obecnie traktowana jest jako stolica przyszłego państwa.
Wizytując to rozdarte w swojej tożsamości miasto, szczególnie w momencie wkroczenia w strefę arabską, łatwo uzmysłowić sobie, iż jesteśmy śledzeni przez niezliczoną ilość oczu – kamer przemysłowych i schowanych za nimi nadzorujących porządek osobników. W przeciągu mojego dwutygodniowego pobytu tego lata starałem się określić liczbę obiektywów bezczelnie wpatrzonych w realia codzienności, spacerując każdego poranka i zaznaczając ich niewzruszoną egzystencję na mapie starego miasta. Po numerach, którymi oznaczone są ich metalowe skorupy i statywy na których czają się niczym sępy na gałęziach, oszacowałem ich ilość na około 400.
Moim następnym krokiem była decyzja o konfrontacji z jak największą ilością obserwatorów – oko w oko, a ściślej – oko mojego aparatu w oko kamery przemysłowej. Moment, kiedy moja twarz, częściowo zakryta korpusem małej kompaktowej kamery odbijała się w szklanym obiektywie zawieszonej wysoko ponad mną kamery miejskiej – jednej z czterystu jednostek armii systemu monitoringu – przywodził na myśl biblijną konfrontację Dawida z Goliatem.
Mieszkańcy Jerozolimy starają się nie zwracać uwagi na kamery, mimo iż te niekiedy, znajdując się na dachach czy balkonach budynków naruszają granice prywatności i wdzierają się w życie prywatne arabskiej części miasta.
Kamery przemysłowe w swoim założeniu mają na celu wprowadzenie porządku i bezpieczeństwa. W wypadku Jerozolimy ich nadrzędną funkcją wydaje się podkreślanie, kto nad kim sprawuje władzę. Moja z góry przegrana konfrontacja nie będąca w interesie żadnej ze stron, jest próbą przywrócenia przestrzeni miejskiej jej publicznego wymiaru. Poprzez prowokacyjny gest fotografowania kamer próbuję zbalansować ich totalitarny ciężar. Używam w tym celu taniej kamery kompaktowej - uproszczonej wersji broni, którą ’system’ atakuje życie publiczne mieszkańców.
Czas pozwolił mi na konfrontacje z około 100 kamerami.
Wydrukuj





http://hoschkara.de/wp-content/uploads/2010/05/banksy_camera.jpg
http://www.emergentchaos.com/images/06-mar/england-banksy-framed.jpg