<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Magazyn Notes</title>
	<atom:link href="http://magazynnotes.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://magazynnotes.pl</link>
	<description>Magazyn Społeczno-Kulturalny</description>
	<lastBuildDate>Tue, 01 Feb 2011 09:17:51 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Ubiór narodowy – realna potrzeba czy odświętny kostium?</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2011/01/31/ubior-narodowy-%e2%80%93-realna-potrzeba-czy-odswietny-kostium/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2011/01/31/ubior-narodowy-%e2%80%93-realna-potrzeba-czy-odswietny-kostium/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 31 Jan 2011 22:45:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lilianna Nalewajska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Styl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1123</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/>Czy potrzebujemy dziś „stroju narodowego” i na jakie okazje? Jakie znaczenia zawiera w sobie to pojęcie – czy chodzi o strój galowy, uroczysty, a może o kolejne „logo” promocyjne kraju, czy raczej o typ ubioru-znaku naszej tradycji, historii, narodowej dumy? Czy w ogóle potrzebny jest dziś taki znak, do którego wszyscy chętnie będą się przyznawać, a nawet go używać? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/><div id="attachment_1126" class="wp-caption alignnone" style="width: 600px"><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2011/01/6298.jpg" rel="shadowbox[post-1123];player=img;"><img class="size-large wp-image-1126   " title="6298" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2011/01/6298-1024x672.jpg" alt="" width="590" height="387" /></a><p class="wp-caption-text">East News</p></div>
<p>O każdym narodzie krążą pewne stereotypy odnoszące się do usposobienia ludzi, ich zachowań czy ubioru. Z Polską kojarzone są chyba najczęściej barwne stroje krakowskie i podhalańskie, rzadziej łowickie pasiaki. Ale są to przecież tradycyjne ubiory mieszkańców pewnych regionów kraju, a nie stroje typowe dla wszystkich Polaków. To stroje utożsamiające ludność z ich małymi ojczyznami. A co z typem ubioru charakterystycznego dla całego kraju? Czy potrzebujemy dziś „stroju narodowego” i na jakie okazje? Jakie znaczenia zawiera w sobie to pojęcie – czy chodzi o strój galowy, uroczysty, a może o kolejne „logo” promocyjne kraju, czy raczej o typ ubioru-znaku naszej tradycji, historii, narodowej dumy? Czy w ogóle potrzebny jest dziś taki znak, do którego wszyscy chętnie będą się przyznawać, a nawet go używać? Może jest to termin już przestarzały w dobie globalizacji, wielokulturowości? A może wręcz przeciwnie – trzeba dbać o zachowanie własnej odrębności kulturowej, tradycji, obyczajów, co przecież nie przeszkadza żyć w społeczeństwie multikulturowym. Warto zatem zastanowić się, czy obecnie funkcjonuje polski strój narodowy i jaką ma formę, czy też jest to tylko wspomnienie historii.</p>
<p>Ale na początek trzeba zdać sobie sprawę, jakie funkcje pełni taki strój. Bo nie tylko o formę, ujednoliconą na obszarze całego kraju chodzi. Funkcje narodowego ubioru są znacznie bardziej złożone, o charakterze socjologiczno-psychologicznym. Strój narodowy bowiem to nie tylko piękne ubranie odświętne, reprezentacyjne, wyróżniające przedstawicieli jednego kraju od innych. Strój narodowy powinien być znakiem łączności i umacniania wzajemnych więzi międzyludzkich. Powinien symbolizować przeszłe dokonania narodu, jego tradycję i historyczne dzieje. Powinien być więc symbolem patriotyzmu, dumnie noszonym przy różnych okazjach. Dobrym przykładem jest tutaj szkocki kilt. Wielowiekowa tradycja podtrzymywana jest do dzisiaj. Mimo że wkroczyła komercja i tkaniny, ubiory z motywami szkockich tartanów są jednymi z głównych produktów rynku turystycznego, to jednak Szkoci z dumą prezentują się w kiltach przy najróżniejszych okazjach państwowych i prywatnych. Kilt towarzyszy Szkotom na co dzień. A tradycja noszenia szkockiego stroju narodowego została umocniona przeszłymi wydarzeniami – dążeniem do zachowania własnej tożsamości kulturowej, walkami o niepodległość, chęcią wyróżniania się spośród innych narodowości.</p>
<p>A co z polskim strojem narodowym? Zacznijmy od historii. Trzeba cofnąć się o kilka stuleci i przypomnieć sobie historyczne wydarzenia i polityczną sytuację Polski na przestrzeni tego czasu. W Polsce termin „ubiór narodowy” pojawił się podczas Sejmu Czteroletniego, a więc pod koniec XVIII w. Wcześniej używane było określenie „ubiór polski” oznaczające strój kontuszowy. Od połowy XVI w. za polski ubiór uchodził żupan, ubiorem wierzchnim była delia podbijana zwykle futrem. Od lat czterdziestych XVII w. na żupan nakładano  kontusz, który od końca XVII w. charakteryzowały zarzucane na plecy rozcięte rękawy z tzw. wylotami (rozciętymi od pachy do łokcia szwami wewnętrznymi), które nakładano na ręce lub zarzucano na plecy, mogły też luźno zwisać. Strój ten uzupełniały pasy tkane (jedwabne z dodatkiem nici srebrnych lub złotych), wysokie, safianowe buty z cholewami oraz kołpak (czapka obszyta futrem) z kitą z czaplich piór przymocowaną do kołpaka szkofią. Innym typem nakrycia głowy była rogata czapka z czworokątnym denkiem, z otokiem, nazywana konfederatką. Krój kontusza i żupana oraz zwyczaj noszenia ubioru wierzchniego na żupanie został przejęty z kręgu persko-tureckiego. Ten tradycyjny strój szlachty polskiej w czasach saskich i stanisławowskich był wypierany przez modę zachodnioeuropejską, stał się symbolem zaściankowości i konserwatyzmu. Najdłużej przetrwał na prowincji i we wsiach szlacheckich. Wiek XIX przywrócił tradycyjny strój kontuszowy, ale nadał mu nowe funkcje. Kontusz i żupan nie były już tylko rodzajem ubrania, ale niosły w sobie treści symboliczne. Utrata niepodległości wzmogła przywiązanie do tradycji, swojszczyzny, wspólna walka o niepodległość wzmocniła narodowe więzi. Wtedy wzorem kultury rodzimej, najbliższej Polakom, oryginalnej i wyraźnie odcinającej się od kultur obcych krajów była Polska szlachecka, Polska kontuszowa, Polska-sarmacka. Strój stał się jednym z przejawów niezależności kulturowej. Nie chodziło już o podkreślenie zamożności właściciela (w przeszłości kontusze były bardzo strojne, szyte z drogich, złotolitych tkanin), ale jego przynależności narodowej. Ubiór narodowy był znakiem wyróżniającym Polaków, pełnił również funkcję manifestacji patriotycznych postaw i uczuć, co okazywano przede wszystkim na terenie Galicji (w zaborze rosyjskim strój kontuszowy i konfederatki były zakazane) podczas różnych uroczystości państwowych, kościelnych i prywatnych. Strój kontuszowy noszono okazjonalnie jeszcze na początku XX stulecia. Do dziś przetrwał jako ubiór Bractwa Kurkowego. Paradoksalnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zwyczaj noszenia stroju kontuszowego, jako stroju narodowego, zaniknął. Nie było już potrzeby manifestowania patriotycznych postaw, a po II wojnie światowej sięganie do szlacheckiej przeszłości było wręcz zakazane. Pozorna demokratyzacja doprowadziła do zagubienia starych obyczajów, znajomości tradycji. Panująca atmosfera polityczna pozwoliła przetrwać strojom ludowym, jako kolorowym i pięknym ilustracjom zwyczajów polskich. To zresztą odpowiadało ogólnym założeniom – kultura ludowa, a więc chłopska, mogła trwać, a dawna, szlachecka, arystokratyczna, przypominająca dawną świetność kraju, złotą wolność – skazana została na zagładę. Być może dlatego nie możemy dziś odnaleźć wzorca polskiego stroju narodowego.</p>
<p>Warto jeszcze przypomnieć o próbach odrodzenia, czy stworzenia nowego wzoru stroju narodowego na początku XX w. Na fali fascynacji kulturą Podhala, Tatrami, artyści polskiego modernizmu dążyli do wypracowania nowego stylu narodowego, co najpełniej objawiło się w architekturze w postaci stylu zakopiańskiego. Również styl dworkowy stał się popularny, przywołujący dawne dworki jako symbol polskości, „narodowego i rodzinnego gniazda”. Trudniej było wypracować styl narodowy w strojach. Ogłaszano konkursy na stroje narodowe – projektanci ubiorów, artyści proponowali przede wszystkim stroje kobiece wzorowane na strojach kontuszowych lub ludowych. Ciekawym zabiegiem były próby łączenia ludowych elementów zdobniczych (hafty, koronki w stylu zakopiańskim) z aktualnie obowiązującymi formami sukien. Powrót do tradycyjnych, historycznych lub ludowych form ubiorów nie był jednak możliwy. Przeważały względy wygody i poddania się europejskim trendom w modzie. Czy więc obecnie mamy szansę na wypracowanie stroju narodowego? Czy jakikolwiek konkurs pomógłby to rozstrzygnąć? Chyba nie. Potrzeba i reakcja muszą być spontaniczne. Ale może warto zacząć od małych rzeczy, np. jakiegoś „narodowego” elementu w stroju. Tak na początek…</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2011%2F01%2F31%2Fubior-narodowy-%25e2%2580%2593-realna-potrzeba-czy-odswietny-kostium%2F&amp;linkname=Ubi%C3%B3r%20narodowy%20%E2%80%93%20realna%20potrzeba%20czy%20od%C5%9Bwi%C4%99tny%20kostium%3F"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2011/01/31/ubior-narodowy-%e2%80%93-realna-potrzeba-czy-odswietny-kostium/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O prognozowaniu &#8211; cz. II</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu-cz-2/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Nov 2010 11:54:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Chlebuś</dc:creator>
				<category><![CDATA[Idee]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[organizacja]]></category>
		<category><![CDATA[prognozowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zarządzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1110</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/>Nawet w sytuacjach całkowitego chaosu możliwe jest racjonalne myślenie o przyszłości i jej planowanie, tyle że zarządzanie przyszłością wymaga nie zawsze instytutów i komputerów, ale zawsze zdrowego rozsądku. I pokory, a przynajmniej powściągliwości. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/><p><strong>Dynamika organizacji</strong></p>
<p>Według moich obserwacji ludzkie zbiorowości, organizacje, samorzutnie, bez sterowania z zewnątrz, napędzane siłami wewnętrznymi, wykazują dynamikę atraktorową. Ich atraktorem, osiąganym stosunkowo wolno, ale bardzo trwałym, jest status quo. Wszyscy znamy stare biurokracje albo firmy nieweryfikowane przez rynek lub inne kryteria efektywności. Nic tam się nie daje zmienić, wszystko musi być tak, jak zawsze było, na straży tego stoją paragrafy, statuty, regulaminy. Wszystko regulują tabliczki na ścianach, na drzwiach czy biurkach. Przeniesienie kogoś z jednego kąta pokoju do drugiego, przestawienie regału, zmiana godzin pracy, podległości lub powiązań organizacyjnych – wywołują wściekły opór, protesty związków, donosy do mediów, interwencje totumfackich posłów albo urzędników. Zwykłe próby reform czy optymalizacji nie mają w takiej sytuacji większego sensu i są skazane na niepowodzenie.</p>
<p>Gdy chcemy coś istotnie zmienić w takiej organizacji, musimy mocno zaburzyć jej stan, aby wytrącić ją z koleiny status quo. Działania, które do tego prowadzą, nie muszą być mądre czy samoistnie sensowne, mogłyby nawet być czasem uznane za nieuzasadnioną agresję i nieodpowiedzialne szkodzenie organizacji. Skuteczne bywają, najczęściej chyba stosowane, wielokrotne i nieprzewidziane zmiany kierownictwa, zmienne komunikaty, niekonsekwentne reformy, w pół zatrzymywane lub odkręcane zaraz po zakończeniu. Pomocne bywa uruchomienie kontroli, prokuratury, absurdalne wymogi dyscypliny, niespodziewane awanse i degradacje. Bardzo skuteczne jest zmniejszenie finansowania oraz perspektywa całkowitej jego likwidacji.</p>
<p>Mało to moralne i mało budujące, ale sponiewierana organizacja, po krótkim i zaciętym oporze, gwałtownie przechodzi w stan dynamiki chaotycznej. Wtedy przez chwilę wszystko jest możliwe, organizacja wręcz oczekuje wizji i przywództwa, staje się nadwrażliwa na sterowanie. Małym działaniem można spowodować wielkie zmiany – i mamy efekt motyla. Oczywiście, ten stan jest nietrwały, ale powrót do dynamiki atraktorowej przebiega powolnie w odróżnieniu od wymuszonego stanu chaosu, który następuje szybko. Między stanem chaosu a powrotem rutyny osiągany jest stan przejściowy (płaska kartka) i ściśle biorąc tylko wtedy układ jest deterministyczny w klasycznym sensie i przewidywalny. Wtedy warto sporządzać prognozy.</p>
<p>Organizacja, powtarzając takie cykle życia, zachowuje się jak ptak machający skrzydłami (brzegami kartki), które idą szybko w dół, powoli do góry i znów szybko w dół. Gdy skrzydła są w górze, zarówno prognozowanie, jak kształtowanie przyszłości (oprócz fatalizmu status quo), ma zwykle ograniczony sens, a zawsze jest bardzo niewydajne. Organizacja stale obniża swój lot, aż do momentu, gdy ktoś ją wystraszy lub gdy sama groźnie zbliży się do dna. Wtedy mamy gwałtowne machnięcie skrzydeł i moment dynamiki chaotycznej, podatnej na sterowanie. Potem skrzydła stopniowo unoszą się i organizacja powoli szuka nowego status quo, niekoniecznie takiego samego, jak poprzednie.</p>
<p>Obecnie, jako kraj, jesteśmy w fazie atraktorowej, której strzegą dziesiątki tysięcy aktów prawnych, setki tysięcy urzędników oraz interesy dużych graczy politycznych i gospodarczych. Ani polska polityka, ani gospodarka nie są jednak autonomiczne. Ich dynamikę mogą w każdej chwili ukształtować czynniki zewnętrzne, a świat, a wraz z nim Europa, zdają się wchodzić w fazę dynamiki chaotycznej. Na przykład, niedawno, o osłabnięciu euro zadecydowały nie czynniki gospodarcze, lecz zwołane pospiesznie spotkanie kilku polityków. Gdyby się nie spotkali lub nie dogadali, efektu tego by nie  było. To typowa dynamika chaotyczna.</p>
<p><strong>Pochwała rozsądku</strong></p>
<p>Co dla nas z tego wynika? Cofnęliśmy sie od perspektywy profesjonalnej do naiwnej, a jak pamiętamy z bajki o szatach cesarza, dopiero naiwne dziecko było w stanie dostrzec, że jest on nagi. Z takiej perspektywy łatwo ocenić, kiedy szukać prognoz, a kiedy je omijać. Szaty prognostów są dziś bardzo skąpe i poszarpane, gdy świat staje się burzliwy i nieprzewidywalny.</p>
<p>Jednak nawet w sytuacjach całkowitego chaosu możliwe jest racjonalne myślenie o przyszłości i jej planowanie, tyle że zarządzanie przyszłością wymaga nie zawsze instytutów i komputerów, ale zawsze zdrowego rozsądku. I pokory, a przynajmniej powściągliwości. Na przykład, z mojej analizy wynika, że niestabilność w światowych finansach (i nie tylko w nich) będzie jeszcze narastać. Szczególnie wielki skok może zajść pod koniec tego roku. Ale byłoby nadużyciem, gdybym prognozował krach czy odwrotnie – hossę. Będziemy mieć prawdopodobnie efekt motyla: układ może pójść w jedną lub drugą stronę. W którą – nie wiadomo. Ale raczej wiadomo, że mocno. Oczywiście: o ile motyl nie zaśpi.</p>
<p>26.06.2010</p>
<p>Pierwsza część artykułu <a href="http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu/">&#8220;O prognozowaniu&#8221;</a></p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F11%2F24%2Fo-prognozowaniu-cz-2%2F&amp;linkname=O%20prognozowaniu%20%26%238211%3B%20cz.%20II"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O prognozowaniu &#8211; cz. I</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Nov 2010 11:49:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Chlebuś</dc:creator>
				<category><![CDATA[Idee]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[organizacja]]></category>
		<category><![CDATA[prognozowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zarządzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1100</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/>Świat tylko bywa deterministyczny i przewidywalny. Bywa taki czasami, a prognozy produkuje się ciągle. Dlatego prognozy to chyba najszybciej i najpaskudniej psujący się produkt, a stare gazety u fryzjera lub dentysty to wielki ciąg dowodów przeciwko prognozującym. Powinni je niszczyć albo wykupywać po podwójnej cenie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/><p><strong>Czas demonów</strong></p>
<p>Przeszłość to część czasu, a ten jest w naszej cywilizacji uważany za linearny, nieodwracalnie biegnący z przeszłości w przyszłość. Nie zawsze jednak czas był tak widziany. Kiedyś czas postrzegano jako cykliczny, powtarzający wielokrotnie tę samą historię, a to oznaczało, że przyszłość i przeszłość stanowiły ten sam ciąg i nie były wyraźnie rozdzielone. Mogły też obie być badane tymi samymi metodami, na przykład wiedzy o przyszłości – skoro miała powtarzać daleką przeszłość – można było szukać w archiwach. Wyruszając w przyszłość, można było dojść do przeszłości i na odwrót. Tę pętlę czasu jako pierwsi w naszym kręgu cywilizacyjnym przecięli Żydzi. Czas w Torze jest linearny i ma wyraźnie określone i odrębne: początek i koniec. Ten model przejęli chrześcijanie, a za nimi cywilizacja oświeceniowa, która jeszcze trwa. Pod koniec 17. wieku, Isaac Newton, twórca mechaniki, rozszerzył czas linearny w nieskończoność, wprowadzając pojęcie czasu absolutnego, uniwersalnego, otwartego. Tę koncepcję czasu podważyła sto lat temu teoria względności Einsteina, ale w życiu codziennym wciąż ją stosujemy.</p>
<p>Mechanika Newtona była pierwowzorem poznania naukowego. Opisywała ściśle wszelki ruch na Ziemi i Niebie, przynajmniej według ówczesnej wiedzy. W 18. stuleciu Pierre Simon de Laplace wyciągnął z tego wniosek, że istota znająca stan Wszechświata w jednej, dowolnie wybranej chwili, posługując się równaniami Newtona, mogłaby obliczyć stan świata w każdym czasie: i przeszłym, i przyszłym. Istota taka, nazwana Demonem Laplace&#8217;a, wyposażona w stosunkowo nieliczne (bo chwilowe) dane, umiałaby uzyskać absolutną wiedzę o świecie we wszystkich czasach. Świat Newtona i Laplace&#8217;a był całkowicie deterministyczny, a jego przyszłość była  przewidywalna, przynajmniej dla wyposażonego w dostatecznie dużą pamięć i biegłość obliczeniową Demona.</p>
<p>Demona Laplace&#8217;a można uznać za archetyp współczesnych instytutów prognostycznych, które utrzymują, że do przewidywania przyszłości potrzebują tylko odpowiednich danych o przeszłości i odpowiednio potężnych komputerów. Mając jedne i drugie, i jeszcze trochę pieniędzy, potrafią obliczyć wszelką przyszłość. A jeśli prognoza nie pokrywa się z rzeczywistością, znaczy, że za mało było danych albo pieniędzy, bo paradygmat determinizmu nie jest weryfikowany. To jednak swoisty przesąd, świat tylko bywa deterministyczny i przewidywalny. Bywa taki czasami, a prognozy produkuje się ciągle. Dlatego prognozy to chyba najszybciej i najpaskudniej psujący się produkt, a stare gazety u fryzjera lub dentysty to wielki ciąg dowodów przeciwko prognozującym. Powinni je niszczyć albo wykupywać po podwójnej cenie.</p>
<p><strong>Motyl wieszczy zmiany</strong></p>
<p>Odkryta z końcem 20. wieku teoria chaosu opisuje dynamikę, czyli zachowanie w czasie, wszelkich układów obliczalnych. Pokazuje, że przyszłość czasem rzeczywiście bywa wyznaczona przez przeszłość, wtedy układ jest deterministyczny, ale też przyszłość może być zdeterminowana nie przyczynowo, ale celowo, wtedy układ ma tzw. atraktor, do którego dąży niezależnie od stanu aktualnego. Dynamika może także być chaotyczna, praktycznie nieprzewidywalna, bo minimalna zmiana warunków początkowych skutkuje wielką różnicą w przyszłości. Nazywamy to efektem motyla. W takiej sytuacji, przewidywanie przyszłości traci sens, bo wymagałoby gigantycznej i detalicznej wiedzy oraz nieosiągalnych mocy obliczeniowych.</p>
<p>Przyszłość można przewidywać tylko w pewnych warunkach i w pewnym zakresie. Sytuacje, w których obowiązuje determinizm Laplace&#8217;a, są raczej wyjątkowe, co jednak nie znaczy, że o przyszłości nie można skutecznie myśleć. Spójrzmy na układ niby całkowicie deterministyczny i obliczalny, jak znana ze szkoły równia pochyła. Pochylmy płaską kartkę papieru i na jej górnej krawędzi umieśćmy kulkę. To jest Wszechświat Newtona i Laplace&#8217;a. Płaski, liniowy, obliczalny. To, z którego miejsca (górnej krawędzi) wystartuje kulka, dokładnie wyznacza, w którym miejscu (dolnej krawędzi) się znajdzie. Jeśli trochę zmienimy warunki początkowe, trochę się zmieni końcowy wynik, jeżeli bardzo, to bardzo. Niepewność danych wywołuje proporcjonalną niepewność prognoz. Niedokładność obliczeń podobnie. Przyszłość jest więc przewidywalna, a tylko od naszej (Demona) staranności zależy, jak dokładnie. W rzeczywistości, jest to sytuacja dość rzadko spotykana, choć najczęściej prezentowana i analizowana.</p>
<p>Zastanówmy się, co by było, gdyby kartka była wklęsła, jak pochylona rynna: uniesione brzegi, obniżony środek? Wtedy mamy zupełnie nową sytuację. Przyszłość jest praktycznie niewrażliwa na warunki początkowe. Skądkolwiek puścimy kulkę, i tak osiągnie dno rynny, i w końcu się znajdzie w dolnym punkcie. To jest tzw. atraktor, który przyciąga przyszłość układu, wymusza ją, jest jej celem. Tutaj, to raczej przyszłość determinuje przeszłość, niż odwrotnie. A wciąż mamy do czynienia z prościutkim, szkolnym przykładem dynamiki newtonowskiej.</p>
<p>Jeszcze gorzej, gdy wygniemy kartkę odwrotnie, żeby miała wypukłość, schodzący w dół grzbiet, jak odwrócona rynna lub tzw. gąsior na dachu. Umieśćmy kulkę na górnym końcu kartki na grzbiecie wypukłości. Jak się stoczy? Po grzbiecie? Raczej niemożliwe, najmniejsza niedokładność ustawienia, minimalne odchylenie w lewo albo w prawo, wywołuje wielki skutek: kulka spada albo na jedną, albo na drugą stronę. To się nazywa efekt motyla: znikoma przyczyna, tak mała, jak machnięcie skrzydełkiem motyla, wywołuje wielki skutek. Jest to układ chaotyczny. Aby przewidywać jego ewolucję, trzeba krańcowo dokładnej znajomości warunków początkowych i niezwykle precyzyjnych obliczeń. Mimo formalnego determinizmu, może nie wystarczyć materii całego Wszechświata, aby zbudować komputer, który temu sprosta.</p>
<p>Z dynamiką deterministyczną (płaska kartka) mamy do czynienia w przypadku układów zwanych liniowymi lub płaskimi. Lokalnie i chwilowo, przy małym zakresie zmian i w niedługich czasach, prawie każdy układ jest właśnie taki. Dlatego prognozowanie niewielkich zmian w niedługim czasie jest zwykle sensowne. Układy liniowe w większej skali też się zdarzają. Bywa taki na przykład zrównoważony i stabilny rynek. Ale w dłuższych czasach dynamika jest zwykle inna.</p>
<p>Z dynamiką atraktorową (wklęsła kartka) mamy do czynienia w przypadku zwykłej wody. Każda jej kropla musi prędzej czy później trafić do oceanu, niekoniecznie od razu i niekoniecznie wprost, ale w dłuższej perspektywie, ocean jest atraktorem dla wody. Podobnie, atraktorem wolnego rynku jest jego monopolizacja lub oligopolizacja.</p>
<p>Dynamika chaotyczna (wypukła kartka) zdarza się na przykład wtedy, gdy podejmujemy ważną decyzję na podstawie rzutu monetą: mały impuls, wielkie skutki. W takich sytuacjach, gdy ujawnia się losowość albo wolna wola, ścisłe przewidywanie przyszłości traci sens. Ale możliwa jest prognoza wariantowa. Jeśli jednak chodzi o rozstrzygnięcie, który wariant rzeczywiście zajdzie, to łatwiej je spowodować niż przewidzieć. Zresztą, kto by zapłacił za prognozę, że giełda spadnie albo wzrośnie?</p>
<p>W pierwszym przypadku, deterministycznym, prognozowanie jest możliwe, staranność i dokładność prognostów popłacają. W drugim przypadku, atraktorowym, prognozowanie jest banalne, a obliczenia zbędne. W trzecim przypadku, chaotycznym, prognozowanie jest praktycznie niemożliwe, ale dość łatwe bywa kształtowanie przyszłości. W myśleniu o przyszłości, w zarządzaniu nią, kluczowe okazują się wcale nie dokładność danych i moc komputerów, lecz raczej roztropność i świadomość tego, z jakim wzorem dynamiki mamy do czynienia.</p>
<p>Przeczytaj drugą część artykułu <a href="http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu-cz-2/">&#8220;O prognozowaniu&#8221;</a></p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F11%2F24%2Fo-prognozowaniu%2F&amp;linkname=O%20prognozowaniu%20%26%238211%3B%20cz.%20I"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/11/24/o-prognozowaniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Józef Turbasa &#8211; pierwszy krawiec Rzeczypospolitej</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/11/23/jozef-turbasa-pierwszy-krawiec-rzeczypospolitej/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/11/23/jozef-turbasa-pierwszy-krawiec-rzeczypospolitej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Nov 2010 22:25:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Turbasa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Styl]]></category>
		<category><![CDATA[elegancja]]></category>
		<category><![CDATA[krawiectwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1087</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/>Do dzisiaj w naszej firmie nie szyje się garniturów czy kostiumów, ale ubiera konkretnych ludzi. A to nie to samo... Zresztą nie przyjmował klientów „z ulicy", a jedynie osoby zarekomendowane. Nie odmawiał usługi, a jedynie sugerował termin za kilka lat. Jako kreator elegancji musiał mieć odpowiednich klientów, mogących sprostać jego oczekiwaniom.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/><div id="attachment_1120" class="wp-caption alignnone" style="width: 523px"><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/11/TURBAS-RETUSZ.jpg" rel="shadowbox[post-1087];player=img;"><img class="size-full wp-image-1120" title="TURBAS RETUSZ" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/11/TURBAS-RETUSZ.jpg" alt="" width="513" height="768" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Jacek Balcewicz</p></div>
<p>W paździerzowych latach 60. ubiegłego wieku przeglądanie niedostępnych, a przywiezionych z Zachodu przez zaprzyjaźnionych klientów najnowszych żurnali z paryską modą stawało się prawdziwym świętem dla naszej rodziny. Stykiem z wolnym światem. Gdy mój ojciec Józef Turbasa otrzymał propozycję pracy jako pierwszy krojczy w domu Pierre Cardina, ten świat był dla ojca teoretycznie w zasięgu ręki. Jednak wiedział, że gdyby jakimś cudem wyjechał do Paryża, to przecież nikt z rodziny nie otrzymałby wkładki paszportowej. Postanowił, że skoro on nie może wyjechać w świat, to świat będzie zjeżdżał do niego. I klienci zjeżdżali! Ze wszystkich kontynentów, no, poza Antarktydą.</p>
<p>Rozpoczął od jednej maszyny Singer i podzielenia dużego pokoju w mieszkaniu na część przyjęć klientów i pracownię, by  z czasem rzemieślniczy warsztat przekształcić w renomowaną firmę z siedzibą w prestiżowym lokalu na parterze. Zawsze przy plantach, przy tej samej ulicy św. Gertrudy. Mimo że ulicę przechrzczono (o ile to właściwe określenie, jeżeli chodzi o osobę L. Waryńskiego), ojciec zawsze używał tej  pierwszej  pieczątki, wierząc, że muszą nastąpić zmiany. I miał rację&#8230; To nie on musiał zmieniać pieczątkę, to ulica powróciła po 89 roku do pierwotnej patronki.</p>
<p>Józef Turbasa był uwielbiany przez klientów. Jakże byłem zadziwiany, gdy w przypadkowych rozmowach klienci deklarowali, że mogą przekazać gratis swoje garnitury na poczet przyszłego muzeum mody. Więc jako młody człowiek miałem rozliczne sygnały o niezwykłym talencie ojca. Jeszcze w Krakowie żyli krawcy tej miary co Kazimierz Burda czy Józef Góral, mający przed wojną filię firmy w Wiedniu. Pamiętam, jak w rozmowach wymieniali klientów i klientki ojca, których bezbłędnie potrafili rozpoznać na ulicy po jakże indywidualnym kroju i niepowtarzalnym szyku garniturów, kostiumów czy płaszczy. Mówili o stylu Turbasy. Jeszcze wtedy nie określano go mianem pierwszego krawca Rzeczypospolitej. Był przecież PRL&#8230;</p>
<p>Francuzi mawiają o takich, że mają sześć palców u dłoni. Tym szóstym u ojca było oko. Miał niewiarygodny dar odnajdywania piękna w każdym człowieku. Korzystał z tej bezwładności gałki ocznej, którą można oszukać, odwracając uwagę od uchybień w budowie, podkreślając przymioty każdego klienta. Od pierwszego spotkania „widział“ klienta w nowym okryciu. Bezbłędnie doradzał, sugerował fakturę materiału. Ubolewał nad upadkiem Bielska-Białej jako ośrodka włókienniczego, o znakomitych tradycjach. Przecież Bielsko przed II wojną światową posiadało własne stada angielskich owiec merynosów, które zapewniały najwyższą jakość wełny. Zawsze mówił, że w naszym kraju muszą być tkaniny grubsze, najlepiej angielskie, przeznaczone dla klimatu o dużej wilgotności powietrza, a nie cienkie włoskie, najlepiej sprawdzające się w suchym klimacie śródziemnomorskim. Dyrektorom fabryk doradzaliśmy po 1989 roku, by sprowadzali wspólnie brytyjskich emerytowanych fachowców, podobnie jak w „Ziemi obiecanej“ zrobiły to łódzkie fabryki, zatrudniając szkockiego farbiarza.</p>
<p>Ojciec uważał, że elegancja garnituru zaczyna się już w momencie robienia indywidualnej formy dla klienta. Zawsze mi powtarzał, że „najważniejsze, by ci się forma podobała, jej proporcje i szlachetność linii&#8221;. Już wtedy, w chwili poczęcia garnituru, wszystkie elementy piękna winny być zawarte na papierze, następnie na kuponie materiału, a po wykrojeniu i zszyciu fastrygami (białymi, słabymi bawełnianymi nićmi) można było rozpocząć etap rzeźbienia w tkaninie. Tak by najważniejszy nie był garnitur, ale jego właściciel. Do dzisiaj w naszej firmie nie szyje się garniturów czy kostiumów, ale ubiera konkretnych ludzi. A to nie to samo&#8230; Zresztą nie przyjmował klientów „z ulicy&#8221;, a jedynie osoby zarekomendowane. Nie odmawiał usługi, a jedynie sugerował termin za kilka lat. Jako kreator elegancji musiał mieć odpowiednich klientów, mogących sprostać jego oczekiwaniom.</p>
<p>Do dzisiaj zachowaliśmy w przymierzalni te same magiczne lustra jeszcze z malutkiego zakładu rzemieślniczego, w którym przez 64 lata przeglądały się jakże liczne rzesze postaci, tworzących historię polityki, kultury, nauki II połowy XX  i początku XXI wieku. Gdyby kiedyś ktoś stworzył machinę mogącą wywołać te postacie zaklęte w nieodgadnionej dali zwierciadeł, wówczas może udałoby się wywołać galerię laureatów nagrody Nobla, laureatów filmowego Oscara, wielkich kompozytorów, literatów, prezydentów, premierów, ministrów. Ileż postaci z pierwszych stron gazet! Pojawiłby się w debiutanckim fraku Krzysztof Penderecki, wówczas sąsiad z tej samej ulicy, w klasycznych garniturach Stanisław Lem obok Czesława Miłosza, a w smokingach <strong>–</strong> Lucjan Kydryński czy Andrzej Wajda. A propos smokingu, jak była łaskawa zauważyć w tomiku „Lektury nadobowiązkowe“ Wisława Szymborska: „Naturalnie, smoking musi być szyty na miarę. Najlepiej przez takiego mistrza, jak zamieszkały w Krakowie p. Józef Turbasa&#8221;.</p>
<p>Jeszcze mając 80 lat, brał nożyczki i kroił. Później zaglądał do firmy coraz rzadziej. Stworzył to, co po wielkich pozostaje &#8211; szkołę swojego stylu. Dlatego 1 sierpnia  mógł spokojnie odejść tam, „gdzie igły fruwają w powietrzu“. Pozostawił po sobie wspomnienie niepospolitej osobowości i ulotne, nietrwałe rzeźbione w tkaninach dzieła. Jednak jeden garnitur dostąpił niemal sakralizacji. A to za sprawą Andrzeja Wajdy, który oprócz statuetki Oscara podarował Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego swój specjalny frak członka Akademii Francuskiej. Dzieło Józefa Turbasaznalazło swoje przeznaczenie obok astrolabium Mikołaja Kopernika!</p>
<p><em> </em></p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F11%2F23%2Fjozef-turbasa-pierwszy-krawiec-rzeczypospolitej%2F&amp;linkname=J%C3%B3zef%20Turbasa%20%26%238211%3B%20pierwszy%20krawiec%20Rzeczypospolitej"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/11/23/jozef-turbasa-pierwszy-krawiec-rzeczypospolitej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Od etykiety do dress code’u</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/10/27/od-etykiety-do-dress-code%e2%80%99u/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/10/27/od-etykiety-do-dress-code%e2%80%99u/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Oct 2010 08:13:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lilianna Nalewajska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Styl]]></category>
		<category><![CDATA[dress code]]></category>
		<category><![CDATA[etykieta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1062</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/>Ubiór dawniej i dziś jest swoistym rodzajem niewerbalnej komunikacji. Może być ochroną, ubiorem, kostiumem, przebraniem. Obecnie dążymy do wypracowania indywidualnego stylu, w przeszłości panujące kanony zachowań narzucały określone rozwiązania, według których należało postępować. Jednak w przypadku mody męskiej niektóre zalecenia z dawnych czasów wciąż są i pozostaną aktualne.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_style_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Styl" /><br/><p><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/10/LE-LION.jpg" rel="shadowbox[post-1062];player=img;"><img class="alignnone size-large wp-image-1060" title="LE LION" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/10/LE-LION-743x1024.jpg" alt="" width="535" height="738" /></a></p>
<p>Czy to w sferze towarzyskiej, czy zawodowej wygląd i ubiór miały i nadal mają duże znaczenie. W przeszłości obowiązywały przepisy ubraniowej etykiety (obejmującej również akcesoria, fryzury, makijaż i kosmetyki), w świecie współczesnym reguły dress code’u są nieodzowne w kreowaniu wizerunku. Dlaczego ubiór odgrywa tak ważną rolę w życiu człowieka? Bo pod warstwą swojej podstawowej funkcji okrywania i ochrony ludzkiego ciała, kryje wiele kodów znaczeniowych – symbolicznych, psychologiczno-socjologicznych, ekonomicznych, a nawet o wydźwięku politycznym. Dzisiaj nie zastanawiamy się nad tym zbyt często, ale w poprzednich epokach znajomość i umiejętne stosowanie się do przyjętych reguł stanowiły podstawę życia w społeczeństwie, związane byłą z określoną  pozycję w społecznej hierarchii.</p>
<p>Moda to nie tylko formy ubiorów, ale niezwykle dynamiczny proces, złożony fenomen społeczny, który zaczął być dostępny dla szerokiego grona od czasów rewolucji francuskiej. Przemiany społeczne i ekonomiczne, wzrost znaczenia mieszczaństwa, zmiana trybu życia wpłynęły na wykształcenie się nowych ról – mężczyzny zarabiającego na utrzymanie domu i kobiety – żony, matki, opiekunki domowego ogniska i eleganckiego świadectwa zamożności, i zaradności pana domu. W XIX w. nastąpiło ostateczne oddzielenie i zróżnicowanie ubiorów kobiecych i męskich (wcześniej jedne i drugie były bogato zdobione, barwne). Strój był wyraźną demonstracją statusu społecznego, sytuacji finansowej, prestiżu, poglądów politycznych czy wieku. Jednak o ile wiele już napisano o damskich krynolinach czy turniurach, to o modzie męskiej mówi się niewiele. Z pewnością bardziej ujednolicone formalnie stroje męskie nie są tak wdzięcznym tematem jak suknie kobiece, warto jednak zastanowić się, jak postrzegano modę dla panów w przeszłości.</p>
<p>Odpowiedni wygląd mężczyzny w XIX w. był niezwykle ważny. Liczył się ubiór, szczególnie jakość użytych materiałów oraz uszycia, ale także odpowiednio dobrane dodatki (znajomość aktualnie modnych form zapinek czy guzików oraz ich liczby plasowała mężczyznę wysoko w świecie elegantów) oraz fryzura i zadbana cera. Modowe nowinki opisywała prasa – dominowały oczywiście obszerne i szczegółowe relacje dotyczące toalet damskich, rzadziej pojawiały się opisy ubiorów męskich. Są one zatem niezwykle cenne dla współczesnych kostiumologów. Główne ośrodki mody &#8211; Londyn i Paryż były wzorami dla innych krajów, dlatego w modzie panował kosmopolityzm czy wręcz globalizacja na skalę europejską. W dziewiętnastowiecznej prasie polskiej zamieszczano ryciny-„importy” z pism francuskich, angielskich, rzadziej niemieckich. Można było wzorować się na elegantach z ulic Paryża lub Londynu, a chłopców ubierać na sposób szkocki lub à la Mozart. Z czasem zaczęły wkraczać nowe style, np. styl amerykański charakteryzujący się wyraźnym uproszczeniem form ubiorów, o czym również donosiła prasa. Opisywano mody na poszczególne sezony, zalecano modne dodatki, jednak w przypadku mody męskiej często podkreślano konieczność zachowania umiaru, skromnej elegancji oraz wykształcenia dobrego smaku, czego nie można przecież nauczyć się w krótkim czasie. Ówcześni eleganci wzrastali w atmosferze, w której znajomość etykiety stroju wpajano im od lat najmłodszych. Dlatego wyrobiony gust świadczył o odpowiednim pochodzeniu, wysokim urodzeniu. A dobry gust nie polegał na ślepym podążaniu za nowinkami mody, lecz na umiejętności wyboru ubioru wysokiej jakości, stosownego do pory dnia czy uroczystości oraz noszenia go w odpowiedni sposób. Nieznajomość tych reguł lub ich celowe nieprzestrzeganie traktowano jako prostactwo lub lekceważenie. Tylko wybitne postacie życia kulturalnego bądź politycznego lub dandysi mogli pozwolić sobie na taką swobodę. To przecież dandysi żyli po to, by się ubierać, a osobistości takie jak Edward VII kreowały modowe nowości poprzez łamanie przyjętych reguł lub zwykły przypadek (melonik noszony na wyścigach czy zaprasowane w kant spodnie). Wykształcone normy zachowań były szczegółowo określone. Panował podział na odpowiednie ubiory stosownie do pory dnia (negliż – półstój – strój), zajęcie (odpowiednie stroje na wieś, u wód, potem sportowe). W sferze zawodowej i towarzyskiej odpowiednie zachowanie się i reputacja, o czym świadczył między innymi strój, bardzo się liczyły. Strój męski ulegał stopniowym przemianom w kierunku uproszczenia i wygody, wykształcił się obowiązujący do dziś zestaw spodni, marynarki i kamizelki – garnitur. Echem dawnej etykiety jest dzisiaj podział ubiorów na codzienne, sportowe i uroczyste, a w kręgach biznesowych czy dyplomatycznych nadal obowiązują szczegółowo określone przepisy dotyczące ubioru. Strój pracowników jest wizytówką firmy, zatem dzisiejsza etykieta zawodowa – dress code – jest wynikiem kanonów obowiązujących w XIX w. W kulturze europejskiej strój już nie wskazuje na pochodzenie społeczne osoby, która go nosi, ale może być znakiem jej sytuacji ekonomicznej, a z pewnością obrazuje jej gust i estetyczne wyczucie.</p>
<p>Ubiór dawniej i dziś jest swoistym rodzajem niewerbalnej komunikacji. Może być ochroną, ubiorem, kostiumem, przebraniem. Obecnie dążymy do wypracowania indywidualnego stylu, w przeszłości panujące kanony zachowań narzucały określone rozwiązania, według których należało postępować. Jednak w przypadku mody męskiej niektóre zalecenia z dawnych czasów wciąż są i pozostaną aktualne – to dobry smak wyrażający się w naturalnej elegancji, schludności i umiarkowaniu oraz umiejętność wyboru stroju odpowiadającego i podkreślającego osobowość mężczyzny.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F10%2F27%2Fod-etykiety-do-dress-code%25e2%2580%2599u%2F&amp;linkname=Od%20etykiety%20do%20dress%20code%E2%80%99u"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/10/27/od-etykiety-do-dress-code%e2%80%99u/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kamery</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/10/25/kamery-2/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/10/25/kamery-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Oct 2010 11:51:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Smolicki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Design]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1051</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_design_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Design" /><br/>Kamery przemysłowe w swoim założeniu mają na celu wprowadzenie porządku i bezpieczeństwa. W wypadku Jerozolimy ich nadrzędną funkcją wydaje się podkreślanie, kto nad kim sprawuje władzę. Moja z góry przegrana konfrontacja nie będąca w interesie żadnej ze stron,  jest próbą przywrócenia przestrzeni miejskiej jej publicznego wymiaru.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_design_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Design" /><br/><p><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/10/CAMERAS-1.jpg" rel="shadowbox[post-1051];player=img;"><img class="alignnone size-large wp-image-1055" title="CAMERAS 1" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/10/CAMERAS-1-1024x816.jpg" alt="" width="590" height="470" /></a></p>
<p>Jerozolima to miejsce specyficzne. Paradoks jej niezwykłości tkwi w   tym, iż oprócz symbolicznego miana stolicy trzech największych religii   świata,  jest i jednocześnie nie jest stolicą dwóch państw – Izraela i   Palestyny. Oficjalnie traktowana przez Izraelczyków jako stolica państwa   Izreal – jako taka, Jerozolima nie została uznana przez kraje ONZ.    Jednocześnie w świadomosci Palestyńczyków Jerozolima  już obecnie   traktowana jest jako stolica przyszłego państwa.</p>
<p>Wizytując to  rozdarte w swojej tożsamości miasto, szczególnie w  momencie wkroczenia w  strefę arabską, łatwo uzmysłowić sobie, iż  jesteśmy śledzeni przez  niezliczoną ilość oczu – kamer przemysłowych i  schowanych za nimi  nadzorujących porządek osobników. W przeciągu mojego  dwutygodniowego  pobytu tego lata starałem się określić liczbę  obiektywów bezczelnie  wpatrzonych w realia codzienności, spacerując  każdego poranka i  zaznaczając ich niewzruszoną egzystencję na mapie  starego miasta. Po  numerach, którymi oznaczone są ich metalowe skorupy i  statywy na których  czają się niczym sępy na gałęziach, oszacowałem ich  ilość na około 400.</p>
<p>Moim następnym krokiem była decyzja o konfrontacji z jak największą   ilością obserwatorów – oko w oko, a ściślej – oko mojego aparatu w oko   kamery przemysłowej. Moment, kiedy moja twarz, częściowo zakryta   korpusem małej kompaktowej kamery odbijała się w szklanym obiektywie   zawieszonej wysoko ponad mną kamery miejskiej – jednej z czterystu   jednostek armii systemu monitoringu – przywodził na myśl biblijną   konfrontację Dawida z Goliatem.</p>
<p>Mieszkańcy Jerozolimy starają  się nie zwracać uwagi na kamery, mimo  iż te niekiedy, znajdując się na  dachach czy balkonach budynków  naruszają granice prywatności i wdzierają  się w życie prywatne   arabskiej części miasta.</p>
<p>Kamery  przemysłowe w swoim założeniu mają na celu wprowadzenie  porządku i  bezpieczeństwa. W wypadku Jerozolimy ich nadrzędną funkcją  wydaje się  podkreślanie, kto nad kim sprawuje władzę. Moja z góry  przegrana  konfrontacja nie będąca w interesie żadnej ze stron,  jest  próbą  przywrócenia przestrzeni miejskiej jej publicznego wymiaru.  Poprzez  prowokacyjny gest fotografowania kamer próbuję zbalansować ich   totalitarny ciężar. Używam w tym celu taniej kamery kompaktowej -    uproszczonej wersji broni, którą &#8217;system&#8217; atakuje życie publiczne   mieszkańców.</p>
<p>Czas pozwolił mi na konfrontacje z około 100  kamerami.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F10%2F25%2Fkamery-2%2F&amp;linkname=Kamery"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/10/25/kamery-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nauka z kryminału</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/10/21/nauka-z-kryminalu/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/10/21/nauka-z-kryminalu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Oct 2010 20:59:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Sikorski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Notatki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=1028</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Skończyłem czytać kryminał Camilli Läckberg „Księżniczkę z lodu“. Bardzo dobrze napisana historia, w której kryminalna zagadka – jak to bywa w skandynawskich kryminałach – jest tylko pretekstem, by przedstawić życie członków danej społeczności, ich otoczenie, a nade wszystko relacje, jakie ich łączą. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Skończyłem czytać kryminał Camilli Läckberg „Księżniczka z lodu“. Bardzo  dobrze napisana historia, w której kryminalna zagadka – jak to bywa w  skandynawskich kryminałach – jest tylko pretekstem, by przedstawić życie  członków danej społeczności, ich otoczenie, a nade wszystko relacje,  jakie ich łączą. Autorka obdarzona psychologicznym wyczuciem i zmysłem  obserwacji, którego mógłby jej pozazdrościć niejeden reporter,  przedstawia obraz relacji międzyludzkich w małym, szwedzkim miasteczku  Fjällbacka. Warto przeczytać tę książkę. Nie chodzi tylko o przyjemność  rozwiązywania kryminalnej zagadki. Książka jest mądra, a płynąca z niej  nauka dla polskich czytelników może być szczególnie cenna.</p>
<p>Z lektury przebija przekonanie, że życie każdego człowieka ma wartość.  Każdego bez wyjątku. I to przekonanie jest zupełnie kluczowe dla odbioru  książki. Zachowując szacunek dla bohaterów, niezależnie od bilansu ich  uczynków, można inaczej spojrzeć na ich zachowanie w sprawie, której dotyczy śledztwo. Gdy Erika  Falck i Patrik Hedström wyjaśniają sprawę śmierci Alexandry Wijkner,  odkrywają mroczną historią ludzi uwikłanych w trudne relacje z bliskimi i  ze swoją społecznością. Ale w śledztwie nie chodzi już tylko o  ustalenie, kto zabił. Jego stawką jest poznanie prawdy o sobie i  przywrócenie ładu, bez którego ludzie cierpią i krzywdzą się nawzajem,  ładu, który sami zburzyli, ulegając swoim emocjom. Gdy prawda wyjdzie na  jaw, wszyscy odczują ulgę. Koniec jest budujący i zostawia czytelnika  z nadzieją, że tli się w ludziach promyk dobra. Pod tym względem Erika i  Patrik to wyjątko piękne postacie.</p>
<p>No, a dlaczego książka Läckberg może być szczególnie pouczająca dla  czytelników w Polsce? Właśnie dlatego, że uczy szacunku dla drugiego  człowieka. W książce jest wiele fragmentów, z których czytelnik może się  dowiedzieć, jak w różnych sytuacjach postępować z ludźmi. Banalny  przykład, jak rozmawiać z osobą, która dowiedziała się o śmierci  przyjaciółki. „Wie, pani, teraz też mam uczucie, jakby zaraz miała znów  stanąć w drzwiach. Ale tym razem tak nie będzie. Jej oczy napełniły się  łzami. – Nie będzie – Erika wpatrywała się w swoją filiżankę, dając  Francine czas na dyskretne wytarcie oczu.“ Ta książka może uczyć bycia z ludźmi, słuchania ich, wnikania w motywy  ich postępowania. Myślę, że w polskich warunkach, gdzie jest tyle  wylewności w okazywaniu emocji, często bardzo złych, taka nauka byłaby  dla ludzi bardzo przydatna. Gdy z jednej lub z drugiej strony ktoś próbuje grać  na naszych emocjach, warto, żebyśmy umieli popatrzeć na naszych ziomków  uważniej i dostrzegli w nich, jakby nie było, ludzi.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F10%2F21%2Fnauka-z-kryminalu%2F&amp;linkname=Nauka%20z%20krymina%C5%82u"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/10/21/nauka-z-kryminalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Każdy ma ciekawą historię</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/09/02/kazdy-ma-ciekawa-historie/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/09/02/kazdy-ma-ciekawa-historie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 20:28:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Iwona D. Bartczak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[skandynawskie kryminały]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=987</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_culture_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Kultura" /><br/>W skandynawskich kryminałach, w których losy ludzi prostych, niewykształconych, biednych, umysłowo ograniczonych na równi przewijają się z losami ludzi wykształconych, dobrze sytuowanych, mądrych uderza postawa wytwornej godności autorów, którzy nie zniżają się nigdy do nonszalancji wobec jakoś „gorszych”.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_culture_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Kultura" /><br/><p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<div id="attachment_985" class="wp-caption alignnone" style="width: 583px"><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/09/IBR-1307731.jpg" rel="shadowbox[post-987];player=img;"><img class="size-large wp-image-985" title="IBR-1307731" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/09/IBR-1307731-1024x680.jpg" alt="" width="573" height="381" /></a><p class="wp-caption-text">East News</p></div>
<p>Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy pojechałam na Bornholm nie mogłam się nadziwić, z jakim pietyzmem i pomysłowością Duńczycy eksponowali każdą najmniejszą nawet ciekawostkę na tym skrawku ziemi na Bałtyku. Wyspa ma świetne ścieżki rowerowe, przyzwoite kempingi i niezłe plaże, ale tak naprawdę jest ubożuchna i w zabytki, i zjawiska przyrodnicze, i w ślady historii. Niemniej każdy nietypowy kamień i każda chatka z jakąś cechą &#8211;  która, nie przyszłoby nam do głowy, że może mieć turystyczne znaczenie (typu najmniejsza w okolicy) &#8211; była czytelnie oznakowana, wymieniona w licznych ulotkach i przewodnikach, wskazana na tablicach informacyjnych, prowadziły obok niej szlaki rowerowe i piesze, niezliczone strzałki kierowały na miejsce, a wykrzykniki kusiły niezwykłą atrakcją. Na miejscu zwykle okazywało się, że to nic albo prawie nic nadzwyczajnego. Ale w trosce o własne samopoczucie dopisywaliśmy do tego jakieś znaczenie, opowieści, przypuszczenia, by jakoś uzasadnić taki cel wyprawy, wysiłek poszukiwania, przybycia i powrotu. I to działało. Wróciliśmy z Bornholmu bardzo zadowoleni, a nawet pojechaliśmy tam jeszcze raz. Doceniam to mistrzostwo robienia atmosfery czegoś interesującego z kompletnie niczego faktycznie.</p>
<p>Kiedy całkiem niedawno, może dwa lata temu, sięgnęłam po kryminały skandynawskie (szwedzkie,  norweskie) i islandzkie przypomniały mi się tamte wrażenia i tamte przemyślenia. Surowy klimat, uboga przyroda, zamknięci praktyczni ludzie, potomkowie chłopów i rybaków. Czy tam może się zdarzyć porywająca namiętność i narodzić szaleństwo, czy tam można zabić z rozpaczy, czy tam może wyjść na jaw intrygująca historia rodzinna?</p>
<p>Może! Tam wszystko jest możliwe,  tak jak możliwe jest w Brazylii, na Kubie, we Włoszech, w Hiszpanii, w Polsce czy w Rosji. Nie wiem, czy to z intelektualnego lenistwa wyobrażamy sobie, że wielka miłość może się zdarzyć w ojczyźnie Petrarki, wielka choroba duszy w Rosji, a wielka saga rodzinna to raczej w arystokratycznej Francji. A może tak sobie wyobrażamy, bo wielkie emocje pasują nam do cieplejszych klimatów, gdzie bujność i zmienność przyrody współgra z porywami serca lub rozumu a ludzie żyją bardziej na zewnątrz domostw, bardziej na widoku, bardziej też rozebrani? A może dobrze sobie wyobrażamy, a te kryminały wprowadzają nas błąd? Może to  mistrzostwo autorów skandynawskich czy islandzkich sprawia, że potrafią wysnuć niesłychane opowieści z banalnych losów chłopów, rybaków, emigrantów, gospodyń domowych, stworzyć wciągającą plątaninę emocji, pragnień, pasji, uczuć, głębię niepojętą u swoich bohaterów, których &#8211; jeśli zobaczylibyśmy ich na oczy &#8211; wydaliby nam się zupełnie niepozorni, płytcy, banalni, nie wyróżniających się. Znowu z niczego specjalnego wielkie rzeczy?</p>
<p>Właśnie historie rodzinne sięgające dziesięcioleci, a czasem i setki lat wstecz, są jedną z najmocniejszych stron tego pisarstwa. Są prawie w każdym kryminale. Są świetnie skonstruowane i  doskonale wpisane w intrygę kryminalną, ale myślę, że co innego mnie w nich najbardziej zadziwia. U wszystkich autorów powtarza się to samo zjawisko, więc musi być jakoś przypisane do tych społeczeństw. Otóż jest to dojmująca pewność piszących, że każde życie ma znaczenie, że każdy los jest tak samo wart uwagi, że każdy człowiek ma wartość. Po przeczytaniu iluś opowieści, w których losy ludzi prostych, niewykształconych, biednych, umysłowo ograniczonych na równi przewijają się z losami ludzi wykształconych, dobrze sytuowanych, mądrych uderza ta postawa wytwornej godności autorów, którzy nie zniżają się nigdy do nonszalancji wobec jakoś „gorszych”.</p>
<p>Jak byłam na Bornholmie, a także później podczas pierwszych wycieczek rowerowych po Szwecji czy Danii trochę zastanawiało mnie, że tamtejsi mieszkańcy po zbudowaniu nowych okazałych willi nie burzą starych drewnianych domów, utrzymują je, konserwują, nadają różne funkcje pomocnicze. Przecież te stare domy są świadectwem, że kiedyś oni i ich przodkowie byli biedni i prości! W Polsce, zwłaszcza Ludowej, ale i teraz, często ludzie, którzy się dorobili, awansowali, szybciutko pozbywają się dokumentów poprzedniej niższej pozycji społecznej, zacierają chłopskie czy robotnicze pochodzenie, zrywają kontakty z rodziną. Wstydzą się. Albo może uważają swój awans za tak kruchy, że skrzydło motyla może go zmieść. Albo może jest to awans tylko zewnętrzny: materialny czy zawodowy, któremu zabrakło dojrzałości emocjonalnej. Nie wiem.</p>
<p>Skandynawskie kryminały oduczają takiego wstydu, takiej ucieczki od siebie samego tylko trochę wcześniej. Każdy los, jeśli był na tym świecie, to znaczy, że był potrzebny. Każdy.</p>
<p>Te kryminały zachwyciły mnie również z wielu innych powodów. Moim zdaniem mogą być znakomitą szkołą  przynajmniej w dwóch dziedzinach: demokracji i dziennikarstwa. Ale o tym kiedy indziej.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F09%2F02%2Fkazdy-ma-ciekawa-historie%2F&amp;linkname=Ka%C5%BCdy%20ma%20ciekaw%C4%85%20histori%C4%99"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/09/02/kazdy-ma-ciekawa-historie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trudne powroty</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/06/18/trudne-powroty/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/06/18/trudne-powroty/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 09:45:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Sikorski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Notatki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=975</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Doświadczenia zdobyte w ciągu kilku lat spędzonych na Zachodzie niekoniecznie pomagają młodym Polakom funkcjonować w polskich warunkach. Sposób radzenia sobie z różnymi sytuacjami, którego nauczyli się za granicą, w Polsce często się nie sprawdza. Tutaj „odbijają się od ściany”.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Ostatnio sporo rozmawiam z młodymi Polakami, którzy spędzili kilka lub kilkanaście lat na Zachodzie, a następnie przyjechali do Polski, by tutaj układać sobie życie. Na Zachodzie wychowywali się, kończyli studia, podejmowali pracę. Z całą pewnością są to ludzie ponadprzeciętni. Są inteligentni, świetnie wykształceni, otwarci na świat, swobodnie poruszają się w środowisku wielokulturowym, myślą i działają w zachodnim stylu.</p>
<p>Czy doświadczenia zdobyte na Zachodzie pomagają im funkcjonować w polskich warunkach? Z moich rozmów z nimi wynika, że niełatwo jest im odnaleźć się w Polsce. Sposób radzenia sobie z różnymi sytuacjami, którego nauczyli się za granicą, w Polsce często się nie sprawdza. Tutaj „odbijają się od ściany”. W pracy odczuwają nieraz, że koledzy się ich boją, ponieważ stanowią dla nich konkurencję. Zauważają, że w Polsce ludzie myślą najpierw o tym, co może się nie udać. Podczas gdy sami wolą najpierw pomyśleć, dlaczego coś może się udać. Na Zachodzie, gdzie ludzie bardziej sobie ufają, wiele rzeczy mogli załatwić przez telefon. W Polsce formalizacja wszystkiego utrudnia im życie. Kilkuletni pobyt za granicą nie tylko wniósł różnicę do ich sposobu funkcjonowania, ale również osłabił ich powiązania społeczne, np. z kolegami ze studiów, przez co adaptacja do polskich warunków jest dla nich jeszcze trudniejsza.</p>
<p>Gdzie szukają dla siebie miejsca? Mając inną perspektywę i inne aspiracje, odnajdują się raczej pomiędzy zastanymi strukturami. Często podejmują pracę w organizacjach pozarządowych, ponieważ pozwalają im one działać na styku różnych obszarów życia społecznego, a do tego dają im poczucie, że mogą zmieniać rzeczywistość. Czasem decydują się na założenie swojego biznesu.</p>
<p>Myślę, że młodzi Polacy po kilku latach spędzonych na Zachodzie są w stanie ułożyć sobie życie w Polsce, choć wymaga to od nich pewnie sporego samozaparcia. Byłoby dobrze, gdyby ich motywację do zamieszkania w Polsce wspierała przemyślana polityka społeczna, która ich umiejętności i doświadczenia mogłaby wykorzystać do usprawnienia polskich instytucji. Ostatecznie chodzi o to, by z Polską wiązali nadzieję na realizację swoich życiowych planów, a swój osobisty sukces przekładali na pomyślność naszego kraju.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F06%2F18%2Ftrudne-powroty%2F&amp;linkname=Trudne%20powroty"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/06/18/trudne-powroty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jesteś tym, co jesz</title>
		<link>http://magazynnotes.pl/2010/05/21/jestes-tym-co-jesz/</link>
		<comments>http://magazynnotes.pl/2010/05/21/jestes-tym-co-jesz/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2010 22:03:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anne Yeoman</dc:creator>
				<category><![CDATA[Idee]]></category>
		<category><![CDATA[kreatywność]]></category>
		<category><![CDATA[myślenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://magazynnotes.pl/?p=955</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/>Nacisk, jaki się dziś kładzie na innowacyjność i kreatywność, wynika z przeświadczenia, że nic nie jest stałe, a panowanie nad swoim losem wiąże się z antycypowaniem i wręcz stwarzaniem istotnych dla siebie sytuacji. Myślenie, które prowadzi do innowacji i twórczych rozwiązań, można ćwiczyć.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2009/08/icon_idee_w.png" width="39" height="36" alt="" title="Idee" /><br/><div id="attachment_959" class="wp-caption alignnone" style="width: 600px"><a href="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/05/011.jpg" rel="shadowbox[post-955];player=img;"><img class="size-large wp-image-959" title="01" src="http://magazynnotes.pl/wp-content/uploads/2010/05/011-1024x733.jpg" alt="" width="590" height="422" /></a><p class="wp-caption-text">Aleksandra Woldańska</p></div>
<p>Nacisk, jaki się dziś kładzie na innowacyjność i kreatywność, wynika z przeświadczenia, że nic nie jest stałe, a panowanie nad swoim losem wiąże się z antycypowaniem i wręcz stwarzaniem istotnych dla siebie sytuacji. Potrzebę innowacyjności i kreatywności powszechnie zgłaszają menedżerowie, którzy w byciu pierwszym i znajdowaniu różnicy dostrzegają szansę na choćby chwilową przewagę konkurencyjną. Także w życiu prywatnym coraz więcej ludzi przekonuje się, że aby iść do przodu w szybko zmieniającym się świecie, trzeba elastycznie podchodzić do swoich celów i środków, które do nich prowadzą. Myślenie, które prowadzi do innowacji i twórczych rozwiązań, można ćwiczyć przekonuje Anne Yeoman z firmy szkoleniowej Allsorts.</p>
<p><em>Czego pani uczy na warsztatach, takich jak „SOCceR” albo „Creative Switch”?</em></p>
<p>Próba podsumowania czterech dni warsztatów w zwięzły sposób sama w sobie jest strategicznym i kreatywnym zadaniem. „SOCceR” dotyczy procesu myślenia strategicznego, koniecznego, by osiągnąć cele swojej firmy, marki lub własne. Chodzi w nim o to, by zrozumieć, co jest naszym prawdziwym zadaniem, a potem by pytać, wchodzić głębiej w jego istotę i dążyć do znalezienia najlepszych rozwiązań. Proszę zauważyć, że mówię „rozwiązań”. Może być dużo strategii osiągania danych celów. Największym problemem jest to, że ludzie chcą przeskoczyć do rozwiązań zbyt szybko. Staram się ich nakłonić, by zwolnili, żeby mogli zaangażować swój umysł.</p>
<p>„Creative Switch” przekształcił się w „Creative Connections” i nawiązuje do jednej z naszych pierwszych książek. Warsztat skupia się na pobudzeniu procesu kreatywności w każdym z nas poprzez tworzenie powiązań, których normalnie byśmy nie zauważali. To jest właśnie sposób, w jaki rodzą się nowe idee. Używamy różnych kreatywnych narzędzi do tworzenia idei lub rozwiązań w odpowiedzi na różnego typu zapytania i problemy, bez względu na to, czego dotyczą. To wspaniałe widzieć, jak ludzie, którzy uważają, że brakuje im kreatywności, w rzeczywistości dochodzą do świeżych pomysłów i rozwiązań.</p>
<p><em>Prowadząc warsztaty, zakłada pani, że ludzie mogą wyrabiać w sobie dobre nawyki w strategicznym i twórczym myśleniu. Na czym polega metoda wyrabiania nawyków, którą pani stosuje, i skąd się ona wzięła?</em></p>
<p>Kształtujemy swoje nawyki przez całe życie poprzez powtarzanie, które utrwala metodę i sprawia, że trudno ją przełamać. Podstawą przełamywania wszelkich nawyków jest to, żeby powrócić ze swoimi umiejętnościami do początku i przebudować je. Potem trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Proszę popatrzeć na dobrego instruktora tenisa czy narciarstwa – oni właśnie to robią. W procesie przebudowy wykorzystujemy elementy teorii Marii Montessori, która mówi, że dzieci (ale i dorośli) uczą się i zapamiętują więcej, gdy pracują bez sztywnych ram nauczania i bawią się. Stąd zachęcamy uczestników do kreatywnej ekspresji i zabawy, by wspierać naukę twórczego myślenia.</p>
<p><em>Jakie są główne przeszkody w strategicznym i twórczym myśleniu?</em></p>
<p>Wierzymy, że jesteś tym, co jesz (ang. „you are what you EAT”). Niedosłownie, oczywiście. Tutaj mówimy o Environment (środowisko), Attitude (postawa) i Tools (narzędzia). Zasadniczo środowisko to wszystko, co nas kształtuje, np. rodzina, przyjaciele, szkoła, religia, miejsce urodzenia, status społeczno-ekonomiczny itp. Twoja postawa ma charakter osobisty i jest określona przez kontekst. W ciągu dwudniowej sesji trudno nam dużo zmienić w uczestnikach, jeśli chodzi o środowisko i postawę, ale możemy im dać naprawdę użyteczne narzędzia, by mogli pokonać trudności i najlepiej wykorzystać szanse, jakie napotykają w twórczym podejściu do problemów.</p>
<p><em>Czy w ogóle łatwo przełamać złe nawyki, których nabieramy w codziennym życiu?</em></p>
<p>Nie, to nie jest łatwe. Ale trzeba od czegoś zacząć. Podam przykład mojego instruktora tenisa. Próbował poprawić mój topspin forehand. Wykonuję to uderzenie jak zawodowiec (przynajmniej w moim umyśle) do momentu, aż znajdę się pod presją. Wtedy koniec –  wracam do starego stylu. Doprowadza mnie to do szału. Ale wiem, co powinnam robić i mogę to odtwarzać z większym skupieniem. Zawsze podkreślamy, że praktyka ma kluczowe znaczenie. Ale najpierw należy zrozumieć zasady. Potrzebna jest jeszcze chęć i obiecująca perspektywa korzyści dla firmy i swojej kariery.</p>
<p><em>Allsorts prowadzi warsztaty w wielu krajach. Pani pracuje w Europie Wschodniej. Czy jest coś szczególnego w tym, jak ludzie biorący udział w pani warsztatach w Polsce podchodzą do strategicznego i twórczego myślenia w porównaniu z ludźmi z Azji czy Europy Zachodniej?</em></p>
<p>Tak, pracuję na obszarze praktycznie całej Europy – od Francji do Turcji, od Łotwy do Rumunii. Jest to pewne uogólnienie, ale wiele krajów z dawnego bloku komunistycznego ma mniej otwarte podejście do kreatywności. Gdy znów popatrzymy na „you are what you EAT”, zauważymy, że środowisko nie sprzyja kreatywności. W niektórych krajach Europy Wschodniej postawa ciągle jest bardziej pesymistyczna niż na Zachodzie. Kryzys finansowy i ferment w polityce nie pomaga w tej sytuacji. Czuję, że to może skłaniać firmy do powrotu do sprawdzonych i bezpiecznych rozwiązań. Nie będą szukać strategicznych i twórczych sposobów, by iść naprzód poprzez znalezienie czegoś, co je wyróżni na rynku. Ale w Polsce pod tym względem jest trochę lepiej i mam wrażenie, że różnicę w znajdowaniu strategicznych i twórczych rozwiązań szybko uda się tutaj nadrobić.</p>
<p><em>Czy jest coś szczególnego w podejściu Polaków do pani szkoleń w porównaniu z ludźmi z innych krajów? Czy w ogóle chcą brać w nich udział?</em></p>
<p>W Allsorts wierzymy, że aby odnieść sukces, musisz być kreatywny we wszystkim, co robisz. To wpływa na treść warsztatów i nasze podejście do nich. Uważam, że kreatywność w praktyce biznesu jest bardziej ceniona na Zachodzie niż w Europie Wschodniej.</p>
<p>Z tego względu w Polsce dla podkreślenia wartości warsztatów istotne jest, żeby ktoś cię polecił. Myślę, że każdej firmie prowadzącej szkolenia trudno jest od razu przekonać do siebie innych, kiedy różnicę, jaką wnosi szkolenie, można faktycznie zauważyć dopiero wtedy, gdy weźmie się w nim udział. Bez wątpienia, wiele osób przychodzi na warsztat z przekonaniem, że nie jest on im potrzebny. Jednak jestem szczęśliwa, że mogę powiedzieć, iż większość zgłasza duże zapotrzebowanie na takie warsztaty po tym, jak weźmie w nich udział.</p>
<a class="a2a_dd addtoany_share_save" href="http://www.addtoany.com/share_save?linkurl=http%3A%2F%2Fmagazynnotes.pl%2F2010%2F05%2F21%2Fjestes-tym-co-jesz%2F&amp;linkname=Jeste%C5%9B%20tym%2C%20co%20jesz"><img src="http://magazynnotes.pl/wp-content/plugins/add-to-any/share_save_171_16.png" width="171" height="16" alt="Share/Bookmark"/></a>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://magazynnotes.pl/2010/05/21/jestes-tym-co-jesz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

